|
2009 Świątynie Marka Wesołowskiego Marka Wesołowskiego poznałem i ciągle poznaję poprzez jego fotografię.
Przedstawił mi kilkanaście bardzo dobrze technicznie wykonanych zdjęć. Ich perfekcyjne podanie - format i technika, czyniły z nich fotogramy wystawiennicze. Lecz nie to było najważniejsze. Istotą tego spotkania było to, że Marek szukał kontaktu z „mistrzem”. Upór i cierpliwość zaowocowały faktem dotarcia do mojego kolegi związkowego Józefa Ligęzy. Tym sposobem Marek znalazł swojego „Mistrza”. W tym starym dobrym znaczeniu, Już niestety zapominanym. Mistrz i uczeń przypadli sobie do gustu. Zaowocowało to współpracą, która cieszyła obu. Ja osobiście cenię sobie bardzo tą postawę mojego kolegi, postawę która jest rzadko spotykana w naszym fotograficznym światku. Po efektach, które zobaczyłem, mogłem tylko pogratulować obu fotografom. A takim znaczącym rezultatem tej „nauki” była Wystawa w katowickim Pałacu Młodzieży. Przedstawiła ona możliwości twórcze oraz szeroki wachlarz zainteresowań tematycznych Marka. Umiejętnie to potrafił wyeksponować doświadczony w działaniach wystawienniczych Józef Ligęza. Sztuka wyboru i doboru zdjęć na wystawę to jedna z najważniejszych umiejętności twórczych. Teraz Józef Ligęza ma kolejnego ucznia też bardzo zdolnego i ciekawego fotograficznie.
Wesołowski i jego fotografia!
Tej stylistyce która u każdego dobrego fotografa jest całkiem inna. Dlatego wszelkie naśladownictwa ponoszą prędzej czy później klęskę. Autentyzm autora musi przenikać na wskroś jego fotografię. Wrażliwi widzowie to dostrzegą i docenią. Tacy widzowie i tacy fotografowie wytyczają kolejne drogi rozwoju sztuki. Prowokują potrzebę wystawiennictwa: w intetnecie, w galeriach, w kafejkach, w centach handlowych, na płotach itd. Ta różnorodność i mnogość fotografii powoduje podnoszenie poprzeczki na coraz wyższy poziom. Ale tylko dla tych którzy naprawdę ukochali fotografię i mają właśnie w tej dziedzinie coś do powiedzenia.
Jestem głęboko przekonany że Marek Wesołowski ma nam jeszcze dużo do powiedzenia. Czyni to przez pokazanie otaczającej rzeczywistości. W chwili głębokiej transformacji śląskiego przemysłu, Gdy zaczynają nas otaczać po przemysłowe ruiny. Obiekty ciekawe tak w formie jak i konstrukcji. Marek je dobrze wyczuwa. Wczuwa się w ich atmosferę Ten właśnie moment osobistego i fotograficznego życia bardzo mi odpowiada. Ja też wyrosłem w tym krajobrazie, lecz w czasie gdy on się rozwijał i był u szczytu rozkwitu. Boli mnie jego upadek i poniżenie.
Fotogramy Marka oddają wielkość i dumę tych przemysłowych budowli. Pomimo tego że przedstawiają niby „zwykłe ruiny”. Ale one są niezwykłe, pełne tajemnicy, monumentalne, prawie katedralne. Światełka z widocznych i niewidocznych okienek, wyrw i załomów tworzą kolejne baśniowe przestrzenie. Ta wielka osobista wrażliwość autora zdjęć, czyni z tych brzydkich gruzowisk nierealne światy godne naszego oglądania i zadumy. Nie można opisać poszczególnych ujęć. Całe ich sekwencje dopiero oddają grozę i piękno zniszczenia. To przewrotne stwierdzenie, ale inne mi nie przychodzi do głowy. Piękne są ujęcia tych budynków nawiązujące do gotyckich monumentów, świetliste przestrzenie okien - to pełne ciekawych błysków witraże. Liszaje oraz plamy odpadającego tynku potrafią dać nam złudzenie interesującej płaskorzeźby, czy wręcz tkaniny artystycznej, utkanej nie wiadomo z czego. Brzydota - to brud i rozpad budowlanej materii.
Fotografia Marka posiada swój niezależny kształt, oderwany od przedmiotu.
2004 i 2009 |